Apologeci pijanego niedźwiedzia

Posted by Daniel Szeligowski on 14/02/13

Ponoć nie ma głupich pytań, są jedynie głupie odpowiedzi. W swoim tekście  Rosyjska dominacja pożądana? Jakub Korejba dokonał jednak rzeczy z pozoru niemożliwej, zestawiając ze sobą pytanie równie niedorzeczne co odpowiedź. Zważywszy na sporą dawkę niewiedzy zaserwowanej przez Autora, pytanie, czy aby przypadkiem Władimir Putin nie inwestuje w stabilizację regionu, brzmi, jakby zadał je sam Siergiej Ławrow.

Rozpatrując kwestię stabilności obszaru poradzieckiego, należałoby już na samym wstępie powiedzieć, że jedynym wyróżnikiem państw Europy Wschodniej nie jest to, że kiedyś były one zależne od władzy radzieckiej. Cytując Andrzeja Brzezieckiego, określenie „terytorium poradzieckie” powinniśmy odesłać do lamusa „nawet nie dlatego, że trudno już znaleźć cechy wspólne dla Litwy i Kazachstanu. Traci ono po prostu polityczne znaczenie. Złe zjawiska, jakie pozostawił po sobie komunizm, nie zostały wyeliminowane, ale w coraz mniejszym stopniu decydują o tożsamości tych krajów i ich polityce międzynarodowej”. I dalej: słowo „poradzieckie” „ignoruje wcześniejszą tożsamość poszczególnych narodów (co byłoby zwycięstwem komunistów) i nie dostrzega przemian po 1991 roku”. Konkludując, postawiona przez Korejbę teza, ze względu na swój ogólnikowy charakter, nie znajduje szerszego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Wrzucanie do jednego worka Ukrainy i Tadżykistanu pozostawić należy tym „ekspertom”, dla których Polska graniczy z Austrią. W końcu „najniebezpieczniejsze kłamstwa to prawdy nieco zniekształcone”.

Tyle w kwestii teoretycznej.

Odpowiadając na postawione przez Korejbę pytanie, należy dokonać rozróżnienia na dwa pozornie tylko tożsame zagadnienia. Jednocześnie, kontynuując przywołaną myśl Brzezieckiego, skupię się na kilku wybranych krajach, które objęte zostały unijną inicjatywą Partnerstwa Wschodniego. Zajmując stanowisko w sprawie rosyjskiej dominacji w regionie, należy odpowiedzieć sobie więc na następujące pytania: czy wybrane przeze mnie „byłe republiki radzieckie” rzeczywiście stanowią zagrożenie dla stabilności regionu? I czy w przytoczonym kontekście dominacja Rosji może okazać się czynnikiem stabilizującym?

Byle do granicy z NATO

Według Jakuba Korejby „suwerenny byt byłych republik radzieckich (…) wyczerpał potencjał rozwoju”, „czyniąc dość marny użytek z niepodległości”. Na potwierdzenie swojej kontrowersyjnej tezy Autor przypomina, że Białoruś to „polityczny skansen”, a Ukraina to „trzeszczący w szwach projekt biznesowy”. Największym problemem Mołdawii jest z kolei „określenie, czy stanowi część Rumunii czy Rosji”. Korejba dodaje na szczęście, że jest to jedynie „pobieżny przegląd sytuacji”, co tłumaczyłoby całkiem zrozumiały brak niezbędnego stwierdzenia, że Aleksander Łukaszenka – w przeciwieństwie do demokratycznych liderów – nie prześladuje Białorusinów.

Odrzućmy jednak pobieżny przegląd sytuacji. Mierząc „użytek z niepodległości” chociażby takimi wskaźnikami jak wzrost PKB per capita PSN (w latach 1999-2011 wyniósł od odpowiednio dla Ukrainy, Białorusi i Mołdawii: 231 procent, 186 procent i 54 procent), wzrost przeciętnej długości życia (analogicznie: 2,76 lat, 3,48 lat i 5,06 lat) czy też wzrost liczby użytkowników Internetu (analogicznie: ponad 3000 procent, ponad 25000 procent, ponad 8500 procent)[1], jak również obecne poparcie dla idei integracji z Unią Europejską lub Rosją (Ukraina: 36 procent za Unią Europejską, 31 procent za Unią Celną; Białoruś: odpowiednio 43 i 37 procent; Mołdawia: 28 i 19 procent)[2], stwierdzić należy, że zarówno Ukraina, Białoruś jak i Mołdawia zdołały osiągnąć pewien poziom wzrostu w sferze gospodarczej, społecznej jak również technologicznej, a także przechylić nastroje społeczeństw na rzecz integracji z Europą Zachodnią, co czyni tezę Korejby co najmniej nieuzasadnioną.

Zdaję sobie jednocześnie sprawę, że brak militarnych poczynań, charakterystycznych do pewnego stopnia dla Moskwy, sprawia, że „użytek z niepodległości” krajów takich jak Białoruś, Ukraina czy Mołdawia rzeczywiście wypada przy dokonaniach Rosji niczym „dramatycznie niski dorobek poradzieckich kacyków”. Z drugiej jednak strony, nawiązując do myśli Zbigniewa Brzezińskiego, sam fakt uzyskania niepodległości przez Ukrainę nosi znamię wymiernego „użytku”.

Osobną kwestię stanowi jednak stabilność systemów politycznych wspomnianych krajów. Zarówno rosnące tendencje autorytarne, jak i „zamrożone konflikty” (między innymi kwestia Naddniestrza) mogą stać się w przyszłości punktami zapalnymi. Zwłaszcza potencjalna akcesja Mołdawii do Pogłębionej i Kompleksowej Strefy Wolnego Handlu spowodować może napięcia pomiędzy Kiszyniowem i Tyraspolem, przy istotnym udziale Rosji. Należałoby więc wyciągnąć wnioski z przegranej przez Europę „arabskiej wiosny”. Stawianie przez Unię Europejską na piedestale właśnie kwestii stabilności spowodowało bowiem masowe protesty społeczne i konflikty zbrojne.

Stary niedźwiedź mocno śpi

Porównując relacje łączące Unię Europejską z krajami jej wschodniego oraz południowego sąsiedztwa, należy podkreślić, że najlepszą gwarancją stabilności nie jest „układanie się” z rządzącymi, ale stopniowa integracja, połączona z demokratyzacją i wsparciem dla społeczeństwa obywatelskiego. Stwierdzenie, że „oczekiwanie demokratyzacji i liberalizacji w regionie jest całkowicie nierealne”, nie znajduje póki co wyraźnego potwierdzenia. Zarówno autokracja Aleksandra Łukaszenki, jak i poczynania Wiktora Janukowycza nie zamykają bowiem drogi do zmiany kursu przyszłym elitom władzy, czego przykład stanowi demokratyczna zmiana rządów w Gruzji i Mołdawii. Rosyjska dominacja oznacza nie tyle stabilność, co przedłużenie agonii, której ewentualna kulminacja byłaby w takim przypadku o wiele bardziej brzemienna w skutki. Nie należy również zapominać o tym, że pomimo wyraźnych działań na rzecz integracji własnego otoczenia, Rosja pozostaje jednym z głównych czynników destabilizujących, zwłaszcza w konflikcie o Naddniestrze.

Korejba twierdzi, że decydującym składnikiem w istocie mogłaby się stać siła przyciągania Rosji. Tym razem nawet „pobieżny przegląd sytuacji”, jakim będzie szybki rzut oka na coroczny raport „Nations in Transit”[3] według Freedom House wystarczy do postawienia diagnozy, że Rosja na tle swoich sąsiadów wcale nie „jawi się jako kraj posiadający całkiem atrakcyjny model polityczny” i nie uchodzi „za wzór demokracji, reformatorskiego zapału i politycznego pluralizmu”. Wśród ludów Azji Środkowej – niewykluczone, że rzeczywiście tak jest. W odniesieniu do europejskich sąsiadów (może za wyjątkiem Białorusi) stwierdzenie takie rozsądnie byłoby zakryć jednak kurtyną ironicznego milczenia. Rosja nie tylko nie posiada atrakcyjnego modelu politycznego – lepszy wynik od Rosji osiągają Ukraina, Mołdawia, Gruzja i Armenia, a nawet Kirgistan, który dla Korejby jawi się jedynie jako „dysfunkcjonalny zlepek plemion pozbawionych efektywnej władzy centralnej, który w zawrotnym tempie przekształca się w chińską kolonię”. Dzięki swojemu niewątpliwie „reformatorskiemu zapałowi” Rosja stacza się na dno wspomnianego rankingu z systematycznością, jakiej nie osiągnął żaden inny kraj regionu (w 2003 roku był to jeszcze tzw. reżim hybrydowy), plasując Federację na poziomie „państwa upadłego, którego istnienie wynika jedynie z konieczności zapewnienia schronienia dla przerzucających heroinę klanów, które zamiast mordować się między sobą, skupiły się na dzieleniu zysków z kontrabandy”. Tak Korejba określił Tadżykistan.

Rosja nie jest i nie będzie w stanie „wymuszać dostosowanie sąsiadów do norm, których sama stara się przestrzegać”. Wątpliwe, czy byłaby wymusić nawet „unifikację ram prawnych prowadzenia współpracy gospodarczej” (do kwestii stabilizacji politycznej odniosłem się powyżej). Przyczyna jest bowiem prozaiczna: Moskwa sama ich nie przestrzega, czego przykład stanowią środki ograniczające konkurencję czy chociażby wprowadzenie opłat recyklingowych od pojazdów, nie wspominając o zamiarach wyłączenia importu ropy z postanowień Unii Celnej. Dlatego też rosyjskie przedsiębiorstwa już obecnie nie przestrzegają postanowień Unii Celnej lub skutecznie je omijają. Dlatego Kazachstan nie zgadza się na wprowadzenie wszystkich stawek celnych „zaproponowanych” przez Rosję, a Białoruś celowo zaniża wielkość eksportu do Rosji. Co więcej, według danych Rosyjskiej Służby Celnej nawet połowa obrotu handlowego wewnątrz Unii Celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu odbywa się „pod stołem”. Mimo, że Rosja chciałaby umieścić swoich celników na przejściach granicznych Białorusi i Kazachstanu, oba kraje nie wyrażają na to zgody. Twierdzenie, że stanowiłoby to „inwestycję w stabilizację regionu”, wydaje się doprawdy zdumiewające.

W odpowiedzi Panu Korejbie

Rosja nadal mimo wszystko pozostaje mocarstwem. Mocarstwem, które posiada realny wpływ nie tylko na własne sąsiedztwo. Mocarstwem, które pociąga za sznurki unijnej inicjatywy Partnerstwa Wschodniego i od którego zależy podpisanie Umów Stowarzyszeniowych z Ukrainą i Mołdawią jeszcze przed zbliżającym się III Szczytem Partnerstwa Wschodniego w listopadzie bieżącego roku. Mocarstwem, które w przeciwieństwie do Unii Europejskiej, nie prowadzi wobec krajów swojego sąsiedztwa polityki aż tak reakcyjnej. Jednocześnie mocarstwem, w którym „kiedy na jednym krańcu, choćby w Kaliningradzie, jeszcze piją, to na drugim, choćby na Czukotce, już leczą kaca”. Tyle. I aż tyle. Świat z Rosją liczyć się musi, czy tego chce czy nie.

Pragmatyzm, Panie Korejba, nie oznacza jednak dominacji silniejszego, choć jak mawiał Antoine de Saint-Exupery: „bądź silniejszy, będziesz miał rację”. Pan nie ma racji – tego jestem pewien. Zapoczątkował Pan potrzebną i konstruktywną dyskusję, ale ustawił się Pan w jednym szeregu z bezkrytycznymi wyznawcami ideologii Kremla. Bo to właśnie tam rosyjska dominacja jawi się bezsprzecznie jako pożądana, nie zaś w krajach między Moskwą i Warszawą (według niektórych niemieckich ekspertów przystąpienie Ukrainy do Unii Celnej spowoduje skurczenie się ukraińskiej gospodarki w długim okresie nawet o 10 procent).

Zdaję sobie jednocześnie sprawę, że zrobił to Pan zupełnie świadomie. Chciałbym więc na końcu sam zapytać: w jakim celu?. I mimo że tradycja zobowiązuje, oczekuję, że nie odpowie Pan tak, jak zrobił to jeden z absolwentów Pana uczelni: „Kim ty k… jesteś, żeby mnie pouczać?”[4]

 

[1] Dane za: Index Mundi.

[2] Dane za: Razumkov Centre – 2012, IISEPS Belarus – 2012, moldnews.md – 2011.

[3] Raport zawiera analizę następujących kategorii: proces wyborczy, społeczeństwo obywatelskie, niezależność mediów, administracja na poziomie krajowym i lokalnym, wymiar sprawiedliwości oraz walka z korupcją.

[4] Siergiej Ławrow do Davida Milibanda, 2008.

 

Tekst został najpierw opublikowany w serwisie Nowa Europa Wschodnia

Leave a Reply »»

*
To prove you're a person (not a spam script), type the security word shown in the picture.
Anti-Spam Image

Daniel Szeligowski rss

Unia Europejska, Europejska Polityka Sąsiedztwa, Partnerstwo Wschonie, Rosja more.



Advertisement